Pokazywanie postów oznaczonych etykietą indiepop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą indiepop. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 sierpnia 2015

RECENZJA: Bye Bye Butterfly - Do Come By


piątek, 25 lipca 2014

RECENZJA: A Sunny Day In Glasgow - Sea When Absent

niedziela, 6 lipca 2014

RECENZJA: The Pains of Being Pure at Heart - Days of Abandon


czwartek, 15 maja 2014

RECENZJA: We Call It A Sound - Trójpole


niedziela, 11 maja 2014

RECENZJA: Peace - In Love

niedziela, 27 kwietnia 2014

RECENZJA: Death Vessel - Island Intervals



poniedziałek, 14 kwietnia 2014

RECENZJA: Breton - War Room Stories


sobota, 29 marca 2014

RECENZJA: Bombay Bicycle Club – So Long, See You Tomorrow

środa, 26 marca 2014

RECENZJA: Real Estate - Atlas


czwartek, 13 marca 2014

RECENZJA: Pillar Point - Pillar Point


wtorek, 19 kwietnia 2011

Metronomy - "The English Riviera" (2011, Because Music)

The English Riviera jest trzecią długogrająca płyta w dorobku kapeli Metronomy. Po dość dużym sukcesie drugiego krążka, który był promowany przez równie udane teledyski (A Thing For Me), przyszedł czas na udowodnienie tego, iż zespół ten jest obecnie jednym z najciekawszych przedstawicieli muzyki około Indie-rockowej w Wielkiej Brytanii. Nie trzeba się specjalnie interesować angielska scena, żeby wiedzieć, iż większość formacji gra bardzo do siebie podobnie i że bardzo trudno jest się wybić chcąc grać tam niezależnie.
Co innego Metronomy.

sobota, 16 kwietnia 2011

Noah And The Whale – „Last Night On Earth” (2011/Mercury Records)


Last Night On Earth, to już trzeci album w dorobku indie-folkowej kapeli z Londynu. Noah And The Whale nieprzerwanie od 2006 roku dostarczają nam świetnej muzyki pełnej pozytywnej energii i dobrych emocji. Dwa pierwsze albumy były świetne, pierwszy prosty acz niesamowicie bogaty w świeże i nowe muzyczne doznania, drugi troszkę bardziej skomplikowany i ambitniejszy ale równie miły. 
Czy jednak najnowszy LP dorównał swoim poprzednikom?

czwartek, 7 kwietnia 2011

Glasvegas - EUPHORIC /// HEARTBREAK \\\ (2011, Columbia)

Glasvegas jest jednym z zespołów które polubiłem głównie pod wpływem nałogowego oglądania brytyjskiego MTV 2 (teraz Rocks). Bo pomiędzy gniotami typu My Chemical Romanse i Metro Station, czasem na tej stacji leci naprawdę fajna muzyka… żeby nie wspomnieć o moim ulubionym programie pt.  „Gonzo with Alexa Chung” :)

wtorek, 5 kwietnia 2011

Cage The Elephant - Thank You Happy Birthday (2011, Jive/Universal)

Piszę o tym albumie dość późno. Został on wydany na początku tego roku, ale pomyślałem, że warto przedstawić 
jego autorów tym osobom, które nie miały okazji ich poznać. Cage The Elephant, bo o nich mowa zwrócili na siebie moją uwagę przy okazji wydania swojego debiutanckiego albumu. Szczególnie spodobał mi się kawałek Ain’t No Rest For He Wicked, który przypominał  trochę mieszankę gitarowej twórczości MGMT zmieszanej z The Raconteurs. Nowy album CTE jest dużo bardziej dopracowany, przemyślany i lepiej wyprodukowany.

czwartek, 17 lutego 2011

Chapel Club - Palace (2011, Loog/Universal)

Zespół Chapel Club, który cieszy się ostatnio dość dużą popularnością w Wielkiej Brytanii, wydaje się kolejnym przykładem Indie rockowego zespołu, nagrywającego smutną muzykę gitarową. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby przy tym chłopaki z Londynu zaproponowaliby nam coś świeżego i nowego. Wiadomo, że grając taką muzykę bardzo trudno wybić się ponad przeciętność... tak jak np. zrobili to parę lat temu The Maccabies. Niestety, Chapel Club nie podołał temu zadaniu....

sobota, 8 stycznia 2011

Darwin Deez - Darwin Deez

Co prawda, płyta ta ujrzała światło dzienne już jakiś czas temu, w całości usłyszałem ją dopiero niedawno. Pierwszy raz natknąłem się na tę kapelę oglądając MTV2 i musze przyznać, że strasznie mi się nie spodobali. Nie podobało mi się w jaki sposób śpiewa wokalista, Darwin Smith  i ogólna prostota melodii i aranżacji.... a może chodziło o fryzurę frontmana.... nie pamiętam dokładnie.....Niestety, z racji tego że MTV2 (teraz Rocks) jest w moim telewizorze częstym gościem, co chwila byłem zmuszony (brutalnie i złośliwie!!!) do słuchania tego zespołu. Co zaowocowało tym, iż zacząłem przekonywać się do twórczości Darwina Smitha i jego ekipy. To, co mnie z początku irytowało, teraz wydaje mi się całkiem w porządku. Proste gitarowe riffy bez żadnego efektu plus perkusja, w odpowiednich rękach mogą na prawdę zadziałać.
Jeśli chodzi o cały album, to nie wszystkie utwory dają radę. Najlepsze są te które ukazały się jako single, czyli: Constellations, Radar Detector i Upin The Clouds. Reszta jest baaaardzo podobna do tych trzech, ale przez to że krążek jest dość krótki (10 utworów) słuchając go w ogóle się nie znudziłem. Co niestety nie znaczy że będę do niego wracał w 2011 roku…. czy w 2012… czy w jakimkolwiek innym. Całość jest ok, ale rewelacji nie ma. W skrócie, porządny indie-pop z fajnym surowym, rockowym charakterem. Jeśli ktoś z Was jest fanem We Are Scientists, to ta kapela jest dla Was idealna. 
(3/6)

Na szczególną uwagę zasługują natomiast bardzo przyjemne singlowe teledyski:


Darwin Deez - Up In The Clouds from Lucky Number Music on Vimeo.

Darwin Deez - Radar Detector from Lucky Number Music on Vimeo.

wojtek!

niedziela, 7 listopada 2010

Warpaint - The Fool

Bardzo dawno nie słuchałem rocka... ale, nie chodzi mi tu o "indie rocka" czy jakieś połączenia muzyki elektronicznej z gitarową... Wałęsając się po internecie natrafiłem na jeden z kawałków zespołu Warpaint, który bardzo mi się spodobał i jak się okazało złożony jest z samych dziewczyn. Mieszkają one w Los Angeles i wspólnie, od 2004 roku tworzą muzykę..niezwykłą. Minimum elektroniki i duża dawka świetnej surowej gry (super perkusja i gitara basowa! gitara prowadząca zupełnie schodzi tu na drugi plan). Warpaint grają coś co można nazwać "eksperymentalnym art rockiem". Bardzo pochmurne ale jednocześnie ciepłe i melodyjne granie akompaniujące ślicznemu głosowi wokalistki Emily Kokal (jedynym malutkim minusem jest jej "zawodzenie" w niektórych kawałkach). Ponadto album jest wyprodukowany i zmasterowany przez samego JOHNA FRUSCIANTE!! Prawdę mówiąc płyta ta mogłaby powstać w latach 90, ponieważ jej klimat w żadnym stopniu nie przypomina takiego jaki możemy znaleźć na współczesnych nagraniach młodych zespołów rockowych. Poza tym to, że dziewczyny pochodzą z Ameryki można ławo wyczuć, brytole grają troszkę inaczej ;) 

Do spróbowania, kawałek Warpaint - http://www.youtube.com/watch?v=sWVOGaakRE8
(4,5/6)

wojtek!