Pokazywanie postów oznaczonych etykietą indiepop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą indiepop. Pokaż wszystkie posty
piątek, 14 sierpnia 2015
RECENZJA: Bye Bye Butterfly - Do Come By
Autor:
Fuck you, Hipsters!
o
16:44
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
2015,
Agata Pietrowska,
Bye Bye Butterfly,
electropop,
elektronika,
indie,
indie pop,
indiepop,
recenzja,
synthpop,
Thin Man Records
piątek, 25 lipca 2014
RECENZJA: A Sunny Day In Glasgow - Sea When Absent
Autor:
Fuck you, Hipsters!
o
22:02
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
2014,
A Sunny Day in Glasgow,
indiepop,
Lefse Records,
recenzja,
shoegaze,
Tomasz Skowyra
niedziela, 6 lipca 2014
czwartek, 15 maja 2014
niedziela, 11 maja 2014
RECENZJA: Peace - In Love
Autor:
Fuck you, Hipsters!
o
20:16
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
2014,
indie rock,
indiepop,
Peace,
Piotr Strzemieczny,
recenzja,
Sony
niedziela, 27 kwietnia 2014
RECENZJA: Death Vessel - Island Intervals
Autor:
Fuck you, Hipsters!
o
19:53
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
2014,
Death Vessel,
folk,
indiepop,
Piotr Strzemieczny,
recenzja,
SeeYouSoon.pl,
Sub Pop,
Tschak.pl
poniedziałek, 14 kwietnia 2014
RECENZJA: Breton - War Room Stories
Autor:
Fuck you, Hipsters!
o
23:28
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
2014,
Believe Records,
Breton,
Electro-Pop,
electronic,
indiepop,
Magdalena Rogóż,
Mystic Production,
recenzja
sobota, 29 marca 2014
środa, 26 marca 2014
czwartek, 13 marca 2014
wtorek, 19 kwietnia 2011
Metronomy - "The English Riviera" (2011, Because Music)
The English Riviera jest trzecią długogrająca płyta w dorobku kapeli Metronomy. Po dość dużym sukcesie drugiego krążka, który był promowany przez równie udane teledyski (A Thing For Me), przyszedł czas na udowodnienie tego, iż zespół ten jest obecnie jednym z najciekawszych przedstawicieli muzyki około Indie-rockowej w Wielkiej Brytanii. Nie trzeba się specjalnie interesować angielska scena, żeby wiedzieć, iż większość formacji gra bardzo do siebie podobnie i że bardzo trudno jest się wybić chcąc grać tam niezależnie.
Co innego Metronomy.
Autor:
Fuck you, Hipsters!
o
14:06
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
2011,
Because Music,
electronic,
electropop,
indiepop,
Metronomy,
recenzja,
Wojtek Irzyk
sobota, 16 kwietnia 2011
Noah And The Whale – „Last Night On Earth” (2011/Mercury Records)

Last Night On Earth, to już trzeci album w dorobku indie-folkowej kapeli z Londynu. Noah And The Whale nieprzerwanie od 2006 roku dostarczają nam świetnej muzyki pełnej pozytywnej energii i dobrych emocji. Dwa pierwsze albumy były świetne, pierwszy prosty acz niesamowicie bogaty w świeże i nowe muzyczne doznania, drugi troszkę bardziej skomplikowany i ambitniejszy ale równie miły.
Czy jednak najnowszy LP dorównał swoim poprzednikom?
Autor:
Fuck you, Hipsters!
o
12:17
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
2011,
indiepop,
Mercury Records,
neo-folk,
Noah And The Whale,
recenzja,
Wojtek Irzyk
czwartek, 7 kwietnia 2011
Glasvegas - EUPHORIC /// HEARTBREAK \\\ (2011, Columbia)
Glasvegas jest jednym z zespołów które polubiłem głównie pod wpływem nałogowego oglądania brytyjskiego MTV 2 (teraz Rocks). Bo pomiędzy gniotami typu My Chemical Romanse i Metro Station, czasem na tej stacji leci naprawdę fajna muzyka… żeby nie wspomnieć o moim ulubionym programie pt. „Gonzo with Alexa Chung” :)
Autor:
Fuck you, Hipsters!
o
23:07
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
2011,
Columbia,
Glasvegas,
indie rock,
indiepop,
recenzja,
Wojtek Irzyk
wtorek, 5 kwietnia 2011
Cage The Elephant - Thank You Happy Birthday (2011, Jive/Universal)
Piszę o tym albumie dość późno. Został on wydany na początku tego roku, ale pomyślałem, że warto przedstawić
jego autorów tym osobom, które nie miały okazji ich poznać. Cage The Elephant, bo o nich mowa zwrócili na siebie moją uwagę przy okazji wydania swojego debiutanckiego albumu. Szczególnie spodobał mi się kawałek Ain’t No Rest For He Wicked, który przypominał trochę mieszankę gitarowej twórczości MGMT zmieszanej z The Raconteurs. Nowy album CTE jest dużo bardziej dopracowany, przemyślany i lepiej wyprodukowany.
Autor:
Fuck you, Hipsters!
o
22:05
1 komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
2011,
Cage The Elephant,
indie rock,
indiepop,
recenzja,
Universal,
Wojtek Irzyk
czwartek, 17 lutego 2011
Chapel Club - Palace (2011, Loog/Universal)
Zespół Chapel Club, który cieszy się ostatnio dość dużą popularnością w Wielkiej Brytanii, wydaje się kolejnym przykładem Indie rockowego zespołu, nagrywającego smutną muzykę gitarową. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby przy tym chłopaki z Londynu zaproponowaliby nam coś świeżego i nowego. Wiadomo, że grając taką muzykę bardzo trudno wybić się ponad przeciętność... tak jak np. zrobili to parę lat temu The Maccabies. Niestety, Chapel Club nie podołał temu zadaniu....
Autor:
Fuck you, Hipsters!
o
16:15
3
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
2011,
Chapel Club,
indiepop,
Loog,
recenzja,
Universal,
Wojtek Irzyk
sobota, 8 stycznia 2011
Darwin Deez - Darwin Deez
Co prawda, płyta ta ujrzała światło dzienne już jakiś czas temu, w całości usłyszałem ją dopiero niedawno. Pierwszy raz natknąłem się na tę kapelę oglądając MTV2 i musze przyznać, że strasznie mi się nie spodobali. Nie podobało mi się w jaki sposób śpiewa wokalista, Darwin Smith i ogólna prostota melodii i aranżacji.... a może chodziło o fryzurę frontmana.... nie pamiętam dokładnie.....Niestety, z racji tego że MTV2 (teraz Rocks) jest w moim telewizorze częstym gościem, co chwila byłem zmuszony (brutalnie i złośliwie!!!) do słuchania tego zespołu. Co zaowocowało tym, iż zacząłem przekonywać się do twórczości Darwina Smitha i jego ekipy. To, co mnie z początku irytowało, teraz wydaje mi się całkiem w porządku. Proste gitarowe riffy bez żadnego efektu plus perkusja, w odpowiednich rękach mogą na prawdę zadziałać.
Jeśli chodzi o cały album, to nie wszystkie utwory dają radę. Najlepsze są te które ukazały się jako single, czyli: Constellations, Radar Detector i Upin The Clouds. Reszta jest baaaardzo podobna do tych trzech, ale przez to że krążek jest dość krótki (10 utworów) słuchając go w ogóle się nie znudziłem. Co niestety nie znaczy że będę do niego wracał w 2011 roku…. czy w 2012… czy w jakimkolwiek innym. Całość jest ok, ale rewelacji nie ma. W skrócie, porządny indie-pop z fajnym surowym, rockowym charakterem. Jeśli ktoś z Was jest fanem We Are Scientists, to ta kapela jest dla Was idealna.
(3/6)
Na szczególną uwagę zasługują natomiast bardzo przyjemne singlowe teledyski:
Darwin Deez - Up In The Clouds from Lucky Number Music on Vimeo.
Darwin Deez - Radar Detector from Lucky Number Music on Vimeo.
wojtek!
Autor:
Fuck you, Hipsters!
o
19:50
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
2011,
Darwin Deez,
indiepop,
recenzja,
Wojtek Irzyk
niedziela, 7 listopada 2010
Warpaint - The Fool
Bardzo dawno nie słuchałem rocka... ale, nie chodzi mi tu o "indie rocka" czy jakieś połączenia muzyki elektronicznej z gitarową... Wałęsając się po internecie natrafiłem na jeden z kawałków zespołu Warpaint, który bardzo mi się spodobał i jak się okazało złożony jest z samych dziewczyn. Mieszkają one w Los Angeles i wspólnie, od 2004 roku tworzą muzykę..niezwykłą. Minimum elektroniki i duża dawka świetnej surowej gry (super perkusja i gitara basowa! gitara prowadząca zupełnie schodzi tu na drugi plan). Warpaint grają coś co można nazwać "eksperymentalnym art rockiem". Bardzo pochmurne ale jednocześnie ciepłe i melodyjne granie akompaniujące ślicznemu głosowi wokalistki Emily Kokal (jedynym malutkim minusem jest jej "zawodzenie" w niektórych kawałkach). Ponadto album jest wyprodukowany i zmasterowany przez samego JOHNA FRUSCIANTE!! Prawdę mówiąc płyta ta mogłaby powstać w latach 90, ponieważ jej klimat w żadnym stopniu nie przypomina takiego jaki możemy znaleźć na współczesnych nagraniach młodych zespołów rockowych. Poza tym to, że dziewczyny pochodzą z Ameryki można ławo wyczuć, brytole grają troszkę inaczej ;)
Do spróbowania, kawałek Warpaint - http://www.youtube.com/watch?v=sWVOGaakRE8
Do spróbowania, kawałek Warpaint - http://www.youtube.com/watch?v=sWVOGaakRE8
(4,5/6)
wojtek!
Subskrybuj:
Posty (Atom)















