Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alt-country. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alt-country. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 listopada 2014

RECENZJA: Mark Lanegan Band - Phantom Radio

środa, 6 sierpnia 2014

RECENZJA: George Ezra - Wanted on Voyage


czwartek, 24 stycznia 2013

Recenzja: Sonny Smith - "100 records vol. 3" (2013, Polyvinyl)


Sonny dalej kontynuuje nagrania w swoim ulubionym gatunku. Grzebanie w country i wszelkich jego pochodnych to coś, w czym czuje się jak ryba w wodzie.

środa, 12 grudnia 2012

Recenzja: LAMBCHOP – "MR.M‎" (2012, City Slang/ Gusstaff)



Poszukiwacze zaginionej (m)arki.

środa, 3 października 2012

Recenzja: Band of Horses – "Mirage rock" (2012, Columbia)

Zdecydowanie wolałam ich pierwszą płytę – Everything all the time, którą kupili mnie doszczętnie i doprowadzili do tego, że „The Funeral” zapętlałam w odtwarzaczu po tysiąckroć. Na najnowszym wydawnictwie chyba nie znalazłam utworów, które nadawałyby się do tego samego.

piątek, 31 sierpnia 2012

Recenzja: Beachwood Sparks – "The Tarnished Gold" (2012, Sub Pop)‎

Po jedenastu latach od ostatniego longplaya wracają niepozorni alt-country’owcy z Miasta Aniołów. Formacja Beachwood Sparks, bo o nich mowa, jest raczej mało znana, a w Polsce to już na pewno. A szkoda, bo to bardzo sympatyczni goście.

niedziela, 12 sierpnia 2012

Recenzja: Sonny and the Sunsets - "Longtime Companion" (2012, Polyvinyl)

Sonny and the Sunsets tym razem ku pokrzepieniu złamanych serc.

czwartek, 21 lipca 2011

White Denim – D (2011, Downtown)

Chłopacy* z White Denim są bardzo pomysłowi. Płytę nazwali najprościej i najwymowniej, jak tylko się dało. D to przecież czwarta litera w alfabecie i, tak na marginesie, czwarty studyjny album Amerykanów.

czwartek, 23 czerwca 2011

Bon Iver Bon Iver (2011, 4AD / Jagjaguwar)


O tym, jak pierwszy, rewelacyjny zresztą album może wyrządzić „lekki” problem przy kolejnych produkcjach, czyli kilka słów o sofomorze Justina Vernona.


środa, 16 marca 2011

Alexander (Alex Ebert) - Alexander (2011, Rough Trade)

Słuchając Alexander przenosimy się do świata beztroskiego, pełnego przyrody, z którego bije radość. Solowa płyta Alexa Eberta to jak bieganie na bosaka po łące gdzieś za Pasłękiem.

piątek, 11 marca 2011

St. James Hotel - St. James Hotel (2011, Falami)


Czekając na OFF Festival warto zaopatrzyć się w debiut krążek katowickiej formacji St. James Hotel. Już w marcu można spokojnie zacząć wprowadzać się w śląskie, pełne tytoniowego dymu i zapachu whiskey, niezależne klimaty.

piątek, 4 lutego 2011

Iron & Wine - Kiss Each Other Clean (2011, 4AD / Warner Bros)


Przesympatyczny brodacz odchodzi od stricte akustycznego folku na rzecz bardziej rozwiniętych aranżacji. To, co kiedyś wyczarowywał za pomocą swojego łagodnego głosu i subtelnej gitary, na Kiss Each Other Clean urozmaicone jest instrumentami dętymi oraz elektroniką. Najnowszy krążek żyjącego sobie w Teksasie singer-songwritera nie sprawia wrażenia w pełni intymnego.



środa, 24 listopada 2010

Jenny and Johnny - I'm Having Fun Now

Nie jarają mnie damsko-męskie alt-country duety, gdzie mam do czynienia z dużą ilością wspólnego śpiewania na dwa głosy. Najczęściej damski wokal jest słodki niczym paczka M&M’s, o męskim lepiej nie wspominać. Dodajemy do tego słabą, bezpłciowo brzmiącą gitarę, jednostajny, monochromatyczny bit perkusyjny i wychodzi nam nijaka paciaja. Tak, niestety, jest z Jenny i Johnny. Niestety dla nich, bo dla ekipy FYH! to powód do radości – kolejny raz możemy komuś pojechać. 

Tegoroczni debiutanci mnie nie urzekają. Co prawda nie są to debiutanci w klasycznym znaczeniu tego słowa, gdyż w pojedynkę każde z nich nagrywa już od jakiegoś czasu (Jonathan Rice od 2005 roku, Jenny Lewis od 1998 roku wespół z koleżankami, jako Rilo Kiley  - nie pytajcie co to, bo i tak nie wiemy i nie zamierzamy poznać. Tzn. ja , ale mam nadzieje, że i Wojtek), jednak wspólnym projektem świat próbują podbić właśnie teraz! Ekhm… nieudolnie.

Dwanaście piosenek. Dwanaście beznamiętnych, średnich, nienadających się do  czegokolwiek konstruktywnego piosenek. Po prostu – piosenki. Źle. Pioseneczki – o tak, od razu lepiej.  Ale lepiej by także było, gdyby Jenny and Johnny tej płyty nie wydali. Po prostu, nie wnoszą nic nowego. Na rynku alt-country istnieje naprawdę wiele lepszych zespołów/projektów/wykonawców/artystów, jak chociażby Wilco czy Woven Hand (swoją drogą bardzo polecam). Więc jeśli macie wybór: Jenny and Johnny a zapuszczenie czegokolwiek innego, co tutaj opisywaliśmy (pod uwagę bierzemy tylko te pozytywne recki), wybierzcie drugą opcję. Przy okazji – tytuł płyty kłamie! Lepszą zabawę gwarantują nam wykłady z chociażby Międzynarodowej Ochrony Praw Człowieka.

Wbijcie na ich profil na myspace
Ocena: 2.5/6

Deser