Po muzykach wydających druga płytę zawsze oczekuje się tendencji wzrostowej… albo chociaż tego, że artysta zaprezentuje coś innego ale równie ciekawego w porównaniu z debiutem. To samo tyczy się zarówno wykonawców popowych jak i tych mniej „mainstreamowych”. Jeśli chodzi o Li Lykke Timotej Zachrisson (bo tak brzmi jej pełne nazwisko), to na pewno nie można przypisać jej do rynku muzyki popularnej… dla mnie, tym co ta urocza szwedka sobą reprezentuje jest ciekawy i przyjemny dla ucha „alternatyny pop”(tak wiem, to oksymoron) z pazurem.
