niedziela, 20 grudnia 2015

RECENZJA: Leszek Lorent / Andrzej Brzoska - Kundalini | Lorent plays Błażewicz (Opus Series)




WYTWÓRNIA: Requiem Records

WYDANE: 11 kwietnia 2015

Opus Series. Odkrywanie muzyki klasycznej na nowo. Albo inaczej: jej interpretowanie. Ponowne. Na własny sposób. Tym razem, po Eunho Changu i jego Sanjo, przychodzi czas na kompozycje Marcina Błażewicza. A że ten kompozytor mieszka w Podkowie Leśnej, czyli dwanaście minut wukadką stąd, to nie mogłem nie wziać Kundalini do opisu. Lokalny patriotyzm, siła wyższa. Wiadomo. Podkowa - baseny na działkach, cukiernie z najlepszymi tortami bezowymi (podobno), miasto-ogród i tak dalej.

Bzdury. Wróć. Kundalini | Lorent plays Błażewicz.

Leszek Lorent, utalentowany perkusista, laureat wielu nagród, uczestnik wielu warsztatów i koncertów, wziął pod swój warsztat utwory Marcina Błażewicza. I wywiązał się z założonego zadania wzorcowo. Razem z realizatorem dźwięku Andrzejem Brzoską i Open Mind Orchestra pod batutą Moniki Wolińskiej przygotowali album interesujący, a przez położenie nacisku na perkusję i wykorzystanie efektów elektronicznych, Kundalini brzmi złowieszczo i ciężko. Nic dziwnego, że masywność utworu tytułowego przygniata, w końcu Lorent użył aż sześciu zestawów perkusyjnych do jego nagrania. W zamykającym płytę „Et tua res agitur”, kompozycji pochodzącej z 1987 roku, prym wiodą jednak skrzypce. Smyki nadają utworowi zwiewnego charakteru, zwłaszcza na tle bębnów Lorenta. 

„Arista - death omen” z 1986 roku to utwór napisany przez Błażewicza dla jego zmarłego brata. I faktycznie, jeśli chciałoby się być lekko infantylnym lub coś w tym stylu, to duch śmierci unosi się nad kompozycją. Pewnie, nie w sposób dosłowny, ale dialog perkusji z... ciszą, do tego efekty i rozciągnięte motywy krzyku dużo do niego wnoszą. Wybijany przez Lorenta rytm jest dość nerwowy, by nie napisać - tribalowy, szamański wręcz momentami. Przez to i sama atmosfera prawie dwudziestominutowego utworu jest gęsta, masywna, i wykorzystywane talerze na niewiele się tu zdają. Lorent szaleje, reinterpretuje to trudne nagranie, by swoje perkusyjne solówki przerywać pauzami ciszy. Andrzej Brzoska nie pozostaje obojętny na starania muzyka, wyciągając ze swoich elektronicznych zabawek to, co najbardziej potrzebne, zwłaszcza jeśli chodzi o modulacje wokalne. 
To kolejne dobre wydawnictwo z serii Opus, choć gwoli ścisłości Kindalini | Lorent plays Błażewicz dzierży cyfrę I cyklu wydawniczego. Gdyby spojrzeć na Opus w ten właśnie sposób, mielibyśmy wyznacznik jakości muzycznego ciągu, który reinterpretuje muzykę klasyczną na nowo. 

***

7.5

Piotr Strzemieczny

POLECAMY LEKTURĘ:

2 komentarze:

  1. 12 minut, znaczy z Grodziska jestescie ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo z Komorowa! Ale strzał był dobry, tak.

      Usuń

Zostaw wiadomość.