poniedziałek, 24 grudnia 2012

WTF?! Świąteczne piosenki: Sufjan Stevens - "Silver & Gold: Songs for Christmas vol. 6-10" (2012, Asthmatic Kitty Records)

Teledyski, ciekawe i zabawne filmy promujące oraz zapowiadające świąteczny box, a także koncerty, które przeradzają się w prawdziwe show. Sufjan Stevens potrafi tworzyć wyjątkową otoczkę wokół swoich wydawnictw. Jeśli doda się do tego fakt, że pierwsze nagrania świąteczne ukazały się w jeszcze w okolicach września, to bez wątpienia każdy przyklaśnie, że…










…że Sufjan Stevens, jak nikt inny, potrafi rozbudzić ducha świąt. Pierwszy raz dokonał tego kilka lat temu, gdy wydał christmas-box zawierający aż pięć płyt, z mniej lub bardziej świątecznymi piosenkami. Nie inaczej stało się i w tym roku. Silver & Gold, czyli drugi multi-zestaw dotyczący Bożego Narodzenia, to pięć kolejnych epek. Nagranych już nie tak, jak Songs for Christmas,  samemu, plumkając folkowo, lecz z przyjaciółmi, a także z większą werwą i pomysłowością. Silver & Gold: Songs for Christmas vol. 6-10 to złożona ze wszystkich wcześniejszych Sufjanowskich motywów, jakie stosował na swoich długogrających albumach. Dlatego słuchając tych pięciu epek z łatwością wyłapać można psychodeliczne, połamane momenty z Year of the Rabit, folkowe ballady kojarzące się z Seven Swans, pełne przepychu melodie niczym w All Delighted People, rapowo-soulowe rozwiązania z s/s/s oraz freak-folkowo-kosmiczno-popowe melodie z The Age of Adz. Tak, Silver & Gold prezentuje wszystko to, co w płytach Sufjana najlepsze. Nie brakuje też potężnej dawki poczucia humoru, ujmującego romantyzmu i pełnych ironii oraz trafnego podejścia do otaczającego nas świata tekstów.

Pięciopłytowy box to pięćdziesiąt osiem utworów, ponad sto minut muzyki o tematyce świątecznej i około-świątecznej. Są znane i lubiane, a przede wszystkim śpiewane w większości domów kolędy wykonane w tradycyjnym („Silent Night”, „Ave Maria”) i tym nowo-sufjanowym z auto—tune’em („Joy to the World”) oraz uroczo-iście-chamberowo-klasycznym („Coventry Carol”) stylu; świąteczne hymny z poszczególnych krajów („Ah, Holy Jesus”, czyli "Herzliebster Jesu"; są też te niemające znaczenia religijnego, ale wykonywane okazyjne na święta „Jingle Bells”, „Let it Snow! Let it Snow! Let it Snow!”, “I’ll Be Home For Christmas” czy zaśpiewane chóralnie “We Wish You a Merry Christmas”, jak również i te nowe kompozycje, które mają szansę na stałe wtopić się w tradycję Bożego Narodzenia: „The Midnight Clear”, „Christmas in the Room”, „Ding-A-Ling-A-Ring-A-Ling” (no, ta może się nie przyjąć) czy monumentalny, blisko dwunastominutowy kolos „Christmas Unicorn”. Są też instrumentalne „Angels We Have Heard on Sky” czy chociażby „It Came Upon a Midnight Clear” oraz kojarzące się ze starymi filmami, wykonane a capella chóralne pieśni, słuchając których można sobie wyobrazić te przemarznięte twarze śpiewające nad płonącymi świecami tuż pod czyimiś drzwiami. No i wreszcie – te typowe, kościelne utwory, oparte na wspólnym śpiewie i akompaniamencie organów. Dużo? I to jak!

Gloria, I Am Santa’s Helper, Christmas Infinity Voyage, Let it Snow! Oraz Christmas Unicorn. Każda z tych epek przedstawia mniejsze lub większe hity świąteczne; utwory, które mają szansę stać się bożonarodzeniowymi hymnami lub wykonania po prostu ładne. Nie warto wymieniać i opisywać wszystkich po kolei, bo Silver & Gold udanie słucha się w całości, bez podziałów na poszczególne kawałki. Są jednak kompozycje, które dotykają bardziej, przenikają mocniej i rozpalają z większym efektem świątecznego ducha. „Let it Snow! Let it Snow! Let it Snow!” w nowej wersji w pełni oddaje istotę tego starego tekstu. Melancholijny chórek w tle, zawodzący i pełen smutku śpiew Sufjana, momentami w duecie, przez większość czasu solo, i gitara wzbogacana powolnym bębnem i tamburynem sprawiają, że wykonanie Sufjana przemawia do mnie bardziej. Urokliwe, sentymentalnie brzmiące „Justice Delivers Its Death” to kolejny mocny punkt boxu. Może to za sprawą przestrzeni, jaka w nim panuje, może szeptanego śpiewu na wysokości „Here on earth”, może fingerpickingu, u Sufjana zawsze mistrzowskiego, a może smętnego tekstu. „Christmas in the Room” ma ze świętami tyleż samo wspólnego, co „Love Actually”, w tle przewija się Boże Narodzenie. Sufjan o miłości w czasie świąt również wypada przekonująco – tekstowo (No travel plans, no shopping Falls/No candy canes or Santa Claus/For as the day of rest draws near/It's just the two of us this year/No silver bells or mistletoe/We'll kiss and watch our TV shows”) i muzycznie (spokojne wejście gitary, potem wokalu, chórków, klawiszy, perkusji, dzwoneczków itp).  

Prawdziwym apogeum umiejętności kompozytorskich Sufjana Stevensa jest jednak wspomniany wcześniej muzyczny kolos, monumentalny “Świąteczny Jednorożec”. Unicorn, ten baśniowy, ni to stwór, ni zwierz, jako próba spersonifikowania obecnej idei świąt Bożego Narodzenia i całej tej otoczki z nimi związanej. Utwór, choć może wydawać się zabawny (bo w końcu jednorożec, w dodatku świąteczny, a w dodatku jeszcze pierwsze wersy „I'm a Christmas Unicorn!/In a uniform made of gold/With a billy-goat beard, and a sorcerer's shield, and mistletoe on my nose”), ale w żadnym wypadku nie jest to piosenka radosna. Raczej idealne przełożenie tego, czym Boże Narodzenie teraz jest, czym się stało na przestrzeni ostatnich lat, wraz z rozwojem konsumenckiego stylu życia („Oh I'm hysterically American!/I've a credit card on my wrist/And I have no home or a field to roam”, „Oh I'm a criminal pathology with a history of medical care/I'm a frantic shopper and a brave pill-popper and they say my kind are rare/But I've seen others in the uniform of a unicorn just like me/We are legions wide and we choose no sides; we are masters of mystique”. “Christmas Unicorn” to jednak również, jak także wspomniałem, wyniesienie kompozytorskich umiejętności, potwierdzenie jego ogromnej pomysłowości i wyobraźni. Zaczyna się spokojnie, gitarą i wokalem, do którego stopniowo dochodzą kolejne instrumenty, rozszerza się brzmienie, dodane zostają fletnie, dzwoneczki, aż w końcu rozpoczyna się multi-apokaliptyczny muzyczny chaos z chóralnym śpiewem („I'm the Christmas Unicorn! You're the Christmas Unicorn too! I'm the Christmas Unicorn; it's all right, I love you!”) i coś, za co każdy ortodoksyjny psychofan Joy Division zdecydowałby się powiesić Sufjana za świąteczny krawat – wkomponowanie i przerobienie na holidayową modłę “Love Will Tear Us Apart”, które – o dziwo! – wypada całkiem przekonująco w tej stylistyce.

Stevens świątecznym jednorożcem daje upust swoim fantazjom, wyzuwa się z inspiracji, jakie chodzą za nim od Year of the Rabbit aż do The Age of Adz. Tą kakofoniczną, quasi-kosmiczną końcówką „Christmas Unicorn” znakomicie podsumował swoją dotychczasową działalność, a zrobił to tym lepiej, że w utworze dość szczególnym – ze względu na tematykę i czas. Z takimi rozległymi kompozycyjnie utworami kolidują, a może właśnie idealnie się z nimi komponują, indeksy instrumentalne, bądź też te kościelno-chóralne. Rozbudzenie utworów typu chorał gregoriański było dość ciekawym posunięciem i kolejnym udanym Sufjana. Mieszane uczucia można mieć w przypadku tracków nawiązujących do ostatnich odchyłów Amerykanina, s/s/s. Auto-tune, poszatkowane, około-rapowe bity, sample i syntezatory nie do końca się chyba sprawdzają w bożonarodzeniowej tematyce, ale nie są to rzeczy, do których – z pewnym sceptycyzmem na początku – nie można nie przywyknąć („Do You Hear What I Hear?”).

Sufjan lubi wydziwiać, lubi udziwniać, lubi też wracać do swojego „starego ja”. Songs for Christmas vol.6-10 różnią się od 1-5 rozmachem, pomysłami. Stevens dopasował je do aktualnych zainteresowań i zrobił to wzorcowo. 

UBIERZESZ PRZY TYM CHOINKĘ


Piotr Strzemieczny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw wiadomość.