wtorek, 12 maja 2015

WYWIAD: „W muzyce jest jeszcze wiele do odkrycia. I zawsze będzie” - Mirza Ramić | Arms and Sleepers

Mirza Ramić (Arms and Sleepers) w Powiększeniu, fot. J. Tokarska/Archiwum FYH!
Album Swim Team, wydany w październiku zeszłego roku, okazał się ogromnym sukcesem Amerykańskiego duetu. Wielkimi krokami zbliżają się jednak kolejne nowości z obozu Arms and Sleepers – i można powiedzieć, że wszystko w naszych i Waszych rękach. Postanowiliśmy Więc uciąć krótką pogawędkę z Mirzą Ramiciem, by zapytać, co słychać.

Cześć Mirza! Co u Ciebie słychać? Trwająca już od dłuższego czasu trasa promująca album Swim Team mocno daje Ci się we znaki?

Hej! U mnie wszystko w porządku. Choć muszę przyznać, że ostatnie 12 miesięcy było naprawdę szalone, więc czuję się już trochę zmęczony. Ale jestem gotowy na dalszy ciąg trasy, więc wszystko jest w jak najlepszym porządku.

Czy masz jakieś przemyślenia, refleksje po kilkudziesięciu wieczorach z publicznością, kiedy konfrontowałeś materiał ze Swim Team z żywym tłumem. Album sprawdza się w występach na żywo?

Tak, myślę, że tak. Nasz nowy materiał dobrze odnajduje się w zestawieniu na żywo. Jest bardziej energetyczny, radosny. A z całkiem nowymi wizualizacjami show zyskuje jeszcze bardziej i cieszy publiczność jeszcze mocniej.

Który utwór ze Swim Team jest ulubionym kawałkiem publiczności? A który Twoim?

Nie jestem pewien, który kawałek z naszej ostatniej płyty ludzie lubią najbardziej – różne piosenki rodzą odmienne reakcje w różnych sytuacjach. Osobiście jednak najbardziej lubię kawałek „Swim Team” - to utwór, który ma dla nas szczególne znaczenie, a jego słuchanie nadal sprawia mi przyjemność.

Pewien czas temu ruszyliście z crowdfundingową kampanią na Kickstarterze. Cel jest już bardzo blisko. Mógłbyś powiedzieć, jakie są wasze plany w związku z tą akcją?

Głównym celem jest pozyskanie ludzi, którzy lubią i cenią naszą muzykę. Bardzo chcielibyśmy, by pomogli nam wydać nowy album jeszcze w tym roku. Ostatnimi czasy pracowaliśmy już nad nowym materiałem, ale zawsze najtrudniejszym zadaniem jest zabezpieczenie środków, by sfinalizować produkcję i wydać płytę. Swim Team pochłonęło wiele pieniędzy i wysiłku, więc jedyną opcją było zwrócenie się po pomoc do naszych słuchaczy. Do tej pory cieszymy się naprawdę wspaniałym odzewem i możliwe, że już niedługo uda nam się osiągnąć zamierzony cel.

Myślę, że Wasze bardzo dobre wyniki na Kickstarterze to wynik ogromnego zaufania, jakim darzą Was ludzie. Powiedz, jakie to uczucie, kiedy ludzie ufają i wierzą w Was tak mocno?

Po pierwsze jesteśmy ogromnymi szczęściarzami, że mamy tylu wspierających nas ludzi. To wspaniałe uczucie, za które wszystkim jesteśmy ekstremalnie wdzięczni. Tworzymy muzykę już od długiego czasu, od jakichś 10 lat (czuję się dziwnie kiedy o tym pomyślę), więc to chyba ma sens – że ludzie nam ufają, skoro podoba im się nasza dyskografia tworzona przez tyle lat. Ale za każdym razem, kiedy ktoś chce powierzyć nam jakieś środki w podziękowaniu za to, co robimy, jest nam ekstremalnie miło.

Obecna kampania to nie Wasze pierwsze spotkanie z crowdfundingiem. Mógłbyś powiedzieć coś o akcji „Music Against Hunger”? Wiesz jak zostały spożytkowane środki, które udało Wam się pozyskać w trakcie tej kampanii?


Music Against Hunger było zbiórką, którą realizowaliśmy wspólnie ze Światowym Programem Żywnościowym przy ONZ (WFP). Od zawsze wierzyliśmy w potencjał, jaki drzemie w muzykach i artystach, by uczynić na świecie wiele dobrego. I to był nasz ruch, żeby w końcu TO COŚ zrobić. Susze i głód, jakie nawiedziły w 2011 roku tereny wschodniej Afryki, zbierając ogromne żniwo, stały się dla nas sygnałem, że pora zacząć działać. Przez pewien czas przekazywaliśmy cały dochód  ze sprzedaży naszej muzyki właśnie na ten cel. Wydaliśmy również DVD, z którego przychody również przeznaczyliśmy na pomoc w tym zakresie. Współpracowaliśmy z wieloma ludźmi oraz ze sponsorami, którzy pomogli nam zgromadzić tyle środków, ile tylko się dało. Zebraliśmy około 10 tysięcy dolarów, co uważam za wielki sukces. Biorąc pod uwagę powagę sytuacji, nie jest to może zbyt wiele, ale to najlepsze, co mogliśmy zrobić w tej sprawie, z czego ogromnie się cieszę. Nie wiem w stu procentach, na co dokładnie zostały wydane wszystkie zebrane przez nas środki, ale zdecydowaną większość puli  przeznaczono na działania humanitarne – dostawy żywności, wody i lekarstw do obszarów objętych klęską. Niestety WFP zdecydowało się przebudować swoją platformę on-line, służącą do zbiórki środków, więc nasza strona chwilowo została usunięta, lecz pracujemy nad jej jak najszybszym przywróceniem.

A jak wyglądają Wasze plany? Macie już jakieś utwory na nowy album? Czy są to tylko szkice i pomysły? Jesteście już gotowi, żeby wejść do studia?

Mamy naprawdę dużo nowej muzyki, którą mamy nadzieję wydać jeszcze w tym, a także w 2016 roku. Niektóre utwory są praktycznie skończone, inne jeszcze w powijakach. Póki co mamy jednak wystarczająco dużo pomysłów na zestaw epek oraz na album długogrający. Ale nasze plany w dużej mierze zależą właśnie od kampanii na Kickstarterze.

Jaki jest Twój stosunek do muzyki? Czy jest to jeszcze pasja, czy już tylko praca, wykonywana z pewną rutyną?

Myślę, że i jedno, i drugie. Kiedy siadamy, żeby napisać nową muzykę, jesteśmy prowadzeni przez naszą pasję, która pozwala nam tworzyć coś, co zasługuje, by podzielić się tym z innymi. Natomiast kiedy wyruszam w trasę, zaczyna to bardziej przypominać pracę – wiąże się z tym strasznie dużo detali logistycznych, o które należy zadbać. Kiedy jednak wchodzę na scenę, ponownie czuję, że to coś specjalnego, bardzo osobistego. Lubię zarówno tworzenie w studio, jak i przebywanie w trasie, lecz jeśli chcesz skupić się w życiu wyłącznie na muzyce, jest bardzo wiele rzeczy, które sprawiają wrażenie bardzo powtarzalnych, tak jak praca. To kwestia wyważenia, odpowiedniego balansu, jak wszystkiego w życiu.

Myślisz, że w muzyce jest jeszcze coś do odkrycia? Czy to już zamknięty rozdział i wszystko jest aż nazbyt oczywiste?

Naprawdę jestem przekonany, że w muzyce jest jeszcze wiele do odkrycia. I zawsze będzie. Umysł ludzki jest nie do przecenienia – ludzie zawsze będą wpadali na zaskakujące pomysły, których nikt inny przed nimi nie zrealizował w ten sam sposób. Jasne, że zawsze pewna część będzie wiązała się ze swego rodzaju powtarzalnością, przeciętnością, ale w sztuce, nauce i na wielu innych polach zawsze uda się znaleźć unikalne podejście do wielu spraw, jeśli patrzysz na to odpowiednio blisko.

Co inspiruje Was najbardziej? Jak zmieniały się Wasze inspiracje przez cały czas, od kiedy funkcjonujecie na scenie?

Nasze inspiracje nieustannie się zmieniają, tak jak my ciągle zmieniamy się jako ludzie. Zawsze duży wpływ miały na nas filmy i literatura – prace Pedro Almodovara, Philipa Rotha i Milana Kundery oraz wielu innych. Muzycznie nasze inspiracje są właściwie niczym nieograniczone – od jazzu przez Motown, grunge, hip hop. Wszystko, co dobrze funkcjonuje w każdym z gatunków muzycznych, silnie rezonuje również w naszej świadomości. Ujmując jednak odpowiedź na to pytanie bardziej ogólnikowo, wszystko to nasze prywatne doświadczenia, wspomnienia i ludzie, których spotkaliśmy – wszystko to tworzy kręgosłup, bazę, motywującą nas do tworzenia muzyki.

Jako duet macie bardzo nietypową metodę pracy. W studio tworzycie wspólnie, razem z Maxem, natomiast w trasie jesteś już sam. Nie nudzi Cię podróżowanie przez setki miast i wiele krajów w pojedynkę? Masz jakiś sposób na radzenie sobie z samotnością w trasie? Może x-box albo playstation?

Max i ja zdecydowaliśmy wspólnie wiele lat temu, że Arms and Sleepers nie może przestać koncertować. W tym samym czasie Max musiał jednak skupić się na innych rzeczach w swoim życiu, włączając w to szkołę. Więc podjęliśmy decyzję, że Max będzie wyłącznie studyjnym członkiem zespołu, a ja w pojedynkę zajmę się koncertami. Wielu ludzi nadal jest bardzo zmieszanych takim obrotem spraw, ale to dla nas jedyna opcja, żeby iść do przodu i funkcjonować jako zespół, bo Max zazwyczaj nie jest w stanie wyruszyć w trasę. Ale właściwie samotne podróżowanie nie przeszkadza mi aż tak bardzo. Większość wieczorów w trasie spędzam w miejscach, w których występuję, zazwyczaj w towarzystwie promotorów. W trakcie wieczornych występów spotykam też mnóstwo ludzi, więc w ciągu dnia fajnie jest pobyć samemu i mieć czas tylko dla siebie. Często podróżuję też z moim dźwiękowcem i przyjacielem, więc przeważnie nie jestem zupełnie sam. A kiedy już jestem w trasie sam, mam czas na czytanie, przemyślenia i wywiady (śmiech).

Czy masz jakieś wspomnienia z występów w Polsce? Polska publiczność zapadła Ci czymś wyjątkowym w pamięci. No i kiedy możemy spodziewać się Arms and Sleepes ponownie w Polsce?

No pewnie! Występujemy w Polsce dość regularnie od 2009 roku i zawsze jest to dla nas wspaniałe przeżycie. Ludzie są bardzo mili i mocno nas wspierają. Zawsze cieszymy się, kiedy możemy tu zagrać. Wydaje mi się, że we wrześniu tego roku uda nam się odwiedzić Poznań.

***

rozmawiał Miłosz Karbowski

POLECAMY LEKTURĘ:
GIGOWA POLECAJKA: Arms and Sleepers w Chmurach

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw wiadomość.