wtorek, 9 lipca 2013

Recenzja: Fuka Lata - "electric princess" (2013, Kondico)

Duży krok w twórczości Fuki Lata.














Na ten album zęby ostrzyli sobie może nie wszyscy, ale z całą pewnością większość fanów elektroniki. Fuka Lata w 2012 roku uderzyła pod postacią Saturn Melancholii, albumu tyleż prostego, co z łatwością wpadającego w ucho. Brakowało na niej co prawda typowych "bangerów", które rozbujałyby parkiety, a niektóre kompozycje niestety trochę się zbytnio dłużyły, ale na koncertach ten materiał sprawdzał się wzorowo. W tym roku duet dorzucił nową epkę, a wcześniej zdołał odwiedzić kilka znaczących festiwali, w tym Primaverę czy występ w odległym Montrealu. Jedno jest pewne, electric princess to kolejny krok na drodze rozwoju Fuki Lata.

electric princess to zaledwie cztery utwory, z czego otwierający epkę "Velvet Daze" znaliśmy już od dłuższego czasu, kiedy zespół wypuścił go do internetów. Zachwytów, achów i innych ochów nie było końca i tak naprawdę to były to pozytywy w pełni uzasadnione. Nowym trackiem Fuka Lata odeszła od rozwiązań kojarzących się właśnie z Saturn Melancholią, postawiła na soczyście brzmiące, wystawione na pierwszy plan syntezatory. To zazębiło. Wspomniane "Velvet Daze" to oniryczny ukłon w stronę sentymentalnego ejtisowego synthpopu - jest ładne, melodyjnie, a wokal Lee niemalże płynie. I właśnie pierwszy indeks z electric princess ukazuje nowe brzmienie Fuki Lata. Następujące po openerze "Till the End" to prawdziwy szlagier, utwór najżywszy z całego mini-zbioru i najbardziej przebojowy. Szybkie, transowe tempo udanie współgra z dozowanym, bardzo okrojonym wokalem, a klawisze dodają lekko wiksiarskiego, co wcale nie oznacza, że złego, charakteru. To ewidentnie najlepszy utwór, z jakim Fuka Lata może wyskoczyć podczas gigu. 
Nie gorzej prezentuje się pozostała dwójka z electric princess. Utwór tytułowy to znowu hipnotyczny bit i eteryczny śpiew Lee okryty dreampopową kołdrą dźwięków. Zamykający zaś całość "Simple Case" leży najbliżej niemieckiej sceny electro-synthpopowej. Mroczna melodia, tajemniczy i zrezygnowany wokal, a w skrócie ciemniejsza kontynuacja "Electric Princess" udanie spina cały materiał syntezatorową klamrą. Fuka Lata zrobiła, o czym wspomniałem wcześniej, całkiem pewny krok do przodu. Co będzie dalej? Trzeba czekać, ale ten czas z pewnością nie będzie stracony.

7

Piotr Strzemieczny



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Zostaw wiadomość.