środa, 14 marca 2012

Fuka Lata - "Saturn Melancholia" (2012, Kondico Dreams)

Fuka Lata w dużo lepszej odsłonie niż na ostatniej epce. 
 







Other Sides, mimo kilku momentów, nie porywało. „Forbidden Places” i „A Seed an the River” strasznie męczyły, a “Zima /Winter/” dawało radę, ale do czasu. Bo od któregoś momentu wszystkie te dźwięki zaczynały się dłużyć i ciągnąć i trwać w nieskończoność. I, mimo że Fuka Lata prezentowała w sumie coś może nie nowego, ale z całą pewnością rzadko spotykanego na polskiej scenie, to nie dawała podstaw ku częstym powrotom do Other Sides. Jest, można czasem puścić i tyle. Tyle.

W przypadku Saturn Melancholia sytuacja jest nieco inna. Oczywiście nadal niektóre tracki dłużą się niemiłosiernie, przez co chce się przerzucić na następne nagranie, ale widać, że warszawski duet wyciągnął wnioski z debiutu, skracając tym samym kompozycje. Najdłuższe teraz „Flying Fuka” byłoby najkrótszym utworem na Other Sides. No i poziomowo jest lepiej. Jeśli przy muzyce smutnej i mrocznej, gatunkowo podchodzącej pod darkwave, można powiedzieć, że „błyszczy”, to właśnie w tym przypadku to byłoby chyba odpowiednie słowo. Jakościowo Saturn Melancholia błyszczy.

Otwieraczowy „Life” wita niespokojnym niczym filmy Hitchcocka beatem i eterycznym śpiewem LeeDVD. Jest tajemniczo i mrocznie, jest też niepokojąco oraz urokliwie. Zwłaszcza na wysokości drugiego refrenu i „This is your life”. „Muse of the Introverted” budzi skojarzenia trochę z witch-housem, trochę zaś z lo-fi rnb spod znaku Autre Ne Veut, a to za sprawą dynamicznego, transowego bitu.  „Flying Fuka” brzmi natomiast jakby utwór oparto na tym charakterystycznym motywie z „Couleurs” M83, co bynajmniej nie było złym pomysłem. Co prawda brakuje w nim pewnego naznaczonego w y k u r w u, który jednoznacznie oznajmiłby: „szaleństwo!”, ale coś w tym niewątpliwie jest. Nie kupuję jednak „Ribbon of Red”. Prawdziwy zamulacz wrzucony na zakończenie płyty? Zły wybór, który zawęża jednak Saturn Melancholia do sześciu pozycji, bo do tego kawałka n i e c h c e się wracać, niestety.


Zastrzeżenia? Niesamowicie koszmarna okładka (pomijając fakt, że znam osobę, która na tej okładce jest) . Nie wiem, czy Saturn Melancholia będzie dostępna w większych sklepach, ale z łatwością można sobie wyobrazić te osoby, które wbijają do działu „muzyka” i nie znając Fuki Lata, rezygnują z płyty ze względu na grafikę (a są takie osoby, które kierują się okładkami). Poza tym daje radę.

7/10

Piotr Strzemieczny

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Zostaw wiadomość.